Czyli kupiony stary dom do remontu, który kreatywnie trzeba do swych potrzeb i marzeń przystosować :) :) :)
Mówiłam mojej mamie, że marzy mi się takie przedsięwzięcie. Bo kończą mi się w życiu cele. Wyremontuję tą kuchnię i co dalej?? Nie dla mnie życie z dnia na dzień bez dążenia do CZEGOŚ. Młody rośnie i za parę lat wyfrunie mi z gniazda. I co ja mam tak mieszkać w tym bloku do końca życia? Nieeeee! Ale wiem, że porywanie się na taki projekt to dla kobiety sprawa ryzykowna i trudna, żeby nie powiedzieć, że niemożliwa do wykonania.
Ale marzę sobie. Tyle mi wolno.
Domek nie za duży, najlepiej z lat 80-tych. I jakieś 20 ar ziemi. Nie więcej, bo talentu do prac ziemnych nie mam, ale mogłabym mieć drzewka i krzewy owocowe i troche kwiatów odpornych na moje zdolności ogrodnicze.
Aaaaaaah... mogłabym wtedy jechac do schroniska i zabrac ze soba psa, ktorego nie chce nikt, takiego, co to już nadzieję stracił, najbrzydszego, żeby i jego marzenia się spelniły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz